Kocham Cię mamo




Lekarze orzekli, że nie ma nadziei – że jej syn nigdy nie będzie szczęśliwym, kochającym, małym chłopcem. Ale Nancy Mahlum nie mogła po prostu poddać się, chodziło o jej 3-letniego syna Bridger’a. Była zdeterminowana, by znaleźć jakiś cudowny sposób, który oddałby jej syna…

„Kocham cię, Mamo!”

- Popatrz, Bridger! – Nancy Mahlum wykrzyknęła – Popatrz jak Mama prowadzi samochód! Wrr, wrr!
To moment, który zachwyciłby większość trzylatków. Lecz – jak zwykle gdy Nancy bawiła się z jej małym chłopcem – Bridger patrzył tylko w przestrzeń.
– U takich dzieci rzadko widzi się poprawę – powiedzieli lekarze.
Nancy jednak nie mogła pozwolić sobie na poddanie się.
– Musi być sposób by dostać się do ciebie, Bridger – powiedziała powstrzymując łzy. – Znajdę ten sposób…
Wydaje się, jakby to było wczoraj, gdy przytulała Bridger’a pierwszy raz, a jej mąż Dugo przyglądał się temu z dumą. Zanim zrozumiała swe szczęście, ich synek stał w swoim łóżeczku każdego rana, radośnie brzęcząc: „Mama”.
Po jego drugich urodzinach, w czasie gdy Nancy odkryła, że spodziewa się kolejnego dziecka, ona i Dugo zaczęli zauważać zmianę w Bridger’ze. Często wpatrywał się w przestrzeń, nie zauważając, że Nancy woła go po imieniu. A gdy jego tata próbował bawić się z nim, odwracał się w drugą stronę. Nocami Bridger stawał się zirytowany i marudny; tonął w krzyku lub walił głową w podłogę, gdy nie mógł znaleźć ulubionej zabawki.
– Nie przejmujcie się – mówili pediatrzy – wszystko z nim w porządku.
Gdy Cindy, koleżanka Nancy, zajmująca się niepełnosprawnymi dziećmi zaproponowała, że przetestuje Bridgera, Nancy umówiła się na spotkanie.
– Nie reagował na nasze głosy czy próby objęcia go – wyjaśniła Nancy psychologowi w centrum. – Był zawsze takim szczęśliwym dzieckiem – dodała drżącym głosem – lecz ostatnio…
– Przykro mi – ostatecznie zdiagnozował lekarz. – Państwa syn ma autyzm, ciężkie schorzenie rozwojowe.
Nie! Nancy była bliska płaczu, jednak gdy otworzyła usta, nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Pamiętała nawiedzające ją obrazy z telewizyjnego programu o autyzmie – dzieci wirujące bez ustanku, nieświadome świata wokół nich. Dzieci żyjące w ich własnym świecie. Dokładnie jak Bridger. Nancy słuchała wprost sparaliżowana, gdy lekarz wyjaśniał, że Bridger prawdopodobnie nigdy nie nauczy się czytać i pisać, że nie nauczy się mówić. Może już na zawsze pozostać w swoim świecie, bez możliwości normalnego życia.
Po powrocie do domu, gdy Nancy patrzyła przez okno na jeżdżące na rowerkach dzieci, łzy same cisnęły się jej do oczu. – Jaka przyszłość czeka mego chłopca? – zastanawiała się pełna udręki.
– Niewiele możemy zrobić… Niewiele możemy zrobić… – słowa lekarzy odbijały się echem w jej głowie. – Koniec końców – pomyślała – wewnątrz jest wciąż tym samym małym chłopcem, którego zawsze będę kochała. Musi być jakiś sposób, by go z tego wydobyć!
Następnego dnia Nancy złożyła wymówienie z pracy, by móc spędzać cały swój czas z Bridger’em – i szukać odpowiedzi. Wertując książki, magazyny, dzwoniąc do ekspertów, nie pominęła żadnej możliwości zasięgnięcia informacji. Jednak wciąż i wciąż od nowa czytała i słyszała to samo – prawie 100% dzieci tak poważnie chorych na autyzm jak Bridger jest zależna od innych przez całe życie. Nikt nie dawał jej żadnej nadziei – do momentu, gdy jej znajoma Cindy wstąpiła kiedyś do niej po drodze…
– Czytałam właśnie książkę o programie Son-Rise – powiedziała. – Jest o rodzicach, którzy stworzyli program w celu dotarcia do ich autystycznego syna – obecnie ten chłopiec właśnie skończył studia!
Następnej nocy Nancy nie spała, pożerając każdą stronę tej książki. Pierwszy raz od miesięcy jej serce wypełniła nadzieja.
– To może być odpowiedź, o którą modliliśmy się – powiedziała podekscytowana do Dug’a.
Wkrótce cała rodzina udała się w podróż do Massachusetts na trening w Instytucie Opcji.
– Jeśli porozumiecie się z Bridger’em na jego poziomie, będzie możliwe wyciągnięcie go na zewnątrz – wyjaśnił ich nauczyciel. – Program pomógł setkom autystycznych dzieci żyć normalnym życiem; pomógł im bawić się i mówić, chodzić do szkoły i uczyć się jak każde normalne dziecko.
– Pierwszy krok to pokazanie Bridger’owi, że akceptujecie go takim, jaki jest – powiedział nauczyciel podczas ich pierwszej sesji. Gdy więc Bridger usiadł zafascynowany kręcącymi się kołami samochodu zabawki, Nancy – zamiast zmuszać go do bawienia się na swój sposób – podniosła ciężarówkę i zaczęła również kręcić jej kołami.
– Ale to fajne! – powiedziała, patrząc na wgłębienia tworzące wzorki przez poruszające się koła samochodów. – Wiec tak wygląda jego świat – pomyślała, patrząc na synka. I ku jej zaskoczeniu, on spojrzał na nią i uśmiechnął się.
– Bridger nie spojrzał prosto na mnie od ponad roku – uradowała się. – Może to naprawdę działa!
Po południu, gdy Bridger zaczął kręcić się wkoło, Nancy zrobiła to samo. A gdy podniosła misia i kręciła się z nim, chłopiec zrobił to samo. – On mnie naśladuje – śmiała się Nancy.
Powoli, ale bez żadnych wątpliwości, synek pozwalał jej ponownie wejść do swego świata.
Po powrocie do domu Nancy i Dugo spędzali długie godziny, pracując z Bridgerem oraz opiekując się jego młodszym bratem Colter’em. Coraz częściej, gdy oni naśladowali jego każdy ruch, Bridger odpowiadał im uśmiechem, a czasami oferował im swoje zabawki.
Nancy nawet nie zauważyła, jak bardzo się rozwinął – aż do pewnego dnia w rok po rozpoczęciu terapii, kiedy to Bridger wspiął się do niej i spontanicznie ogłosił:
– Kocham cię, Mamo!
– Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek usłyszę te słowa – pomyślała. A w momencie, gdy jej ramiona objęły Bridger’a, zdarzył się następny cud.
Po latach odrzucania lub zmagania się w próbach przytulenia go, tym razem poczuła jego ręce obejmujące ją. Bridger przytulał się do niej!
Ciąg cudów dopiero się zaczął. Chłopiec witał tatę, obejmując go, gdy ten wracał do domu. Łzy radości wypełniały oczy Nancy, gdy obserwowała Bridgera pokazującego bratu, jak bawić się ciężarówką. – Mówisz Wrrr, Wrrr – ryczał.
W magiczny sposób, w momencie gdy nadszedł czas na przedszkole, Bridger został do niego zakwalifikowany jako normalny we wszystkich kategoriach. A najlepsze ze wszystkiego było to, że jak każdemu chłopcu, podobało mu się tam!
W dwa lata później chłopiec, któremu lekarze przepowiedzieli, że nigdy nie będzie wiódł normalnego życia, był szczęśliwym, zdrowym ośmiolatkiem. Gdy Bridger tuli się do mamy tylko po to, by z nią porozmawiać, jej serce wypełnia się radością. W tych momentach z wielką siłą odczuwa, jaki cudowny prezent jej dano.
– Gdy u Bridgera zdiagnozowano autyzm, myślałam, że to koniec świata – mówi Nancy.
– Ale teraz wiem, że to był zaledwie początek.

Peg Verone